Oburzenie i zdziwienie Żydów jest w pewnym sensie zrozumiałe. Jezus bowiem pretenduje do najwyższej godności, jaką można sobie wyobrazić, do godności Syna Bożego, do rangi Boga samego, co na pewno dla wierzących Żydów mogło być oburzające i szokujące. Z drugiej jednak strony Jezus nie mówi tego bez pokrycia. To co mówi i do czego pretenduje poświadcza swoimi czynami, daje świadectwo w cudach przez siebie zdziałanych. I stąd ma prawo oczekiwać wiary i zawierzenia, ma prawo przypuszczać, że słowa Jego będą uznane i zaakceptowane. W dzisiejszej dyskusji z Żydami udowadnia w sposób niemalże "matematyczno-logiczny", że jest On rzeczywiście posłanym przez Ojca Mesjaszem - Synem Bożym, Chlebem na Życie Wieczne, że wierzyć w Niego, to mieć życie wieczne, że zaufać Mu, to poznać Boga Ojca. I wtedy zatwardziałość Jego słuchaczy staje się zadziwiająca. W tym właśnie kontekście widzieć można, jak bardzo ludzki upór, zatwardziałość ludzkiego serca, może ograniczyć nawet Boże działanie.

Dziwimy się Żydom, że nie przyjęli Dobrej Nowiny. Dziwimy się ich zatwardziałości i ich uporowi, ich obojętności i zarozumiałości, ale spójrzmy na siebie samych ... Czy ja przyjmuję Słowo Boże z otwartością? Czy ja chętnie karmię się Ciałem Pańskim? Czy ja zawierzyłem i zaufałem Chrystusowi? Czy nie jest tak, że i ja się gorszę, że i ja odrzucam Go w imię mojego rozumu i mojej ludzkiej logiki?

Niewątpliwie nie jest łatwo przyjąć i uwierzyć do końca i bez zastrzeżeń. Niewątpliwie zawsze pozostaje odrobina wątpliwości i niezrozumienia, bo Boże drogi nie są naszymi drogami, ani Boże myśli naszymi myślami, ale czy ostatecznie nie powinienem zrewidować właśnie w świetle tej Bożej i czasami szokującej nauki całego mojego życia? A może jeszcze prościej: "Czy ja naprawdę uwierzyłem Chrystusowi bez zastrzeżeń ?" Czy moja wiara nie jest tylko asekuracją, na wypadek gdyby jednak po śmierci coś było ... ? Tak bowiem często bywa, że oficjalnie wierzę, ale kiedy Bóg stawia przede mną bardzo konkretne i czasami trudne wymagania, to buntuje się mój rozum, moje serce, mój zdrowy rozsądek ... jak u tych Żydów, którzy nie mogli zrozumieć, jak to jest możliwe, że ktoś kogo znają, ma czelność czynić się Synem Bożym! Ich rozum, ich serce, ich zdrowy rozsądek nie był wcale daleki od naszego pojmowania ...

Czy ja spożywam Chleb Żywy, aby żyć na wieki,
czy też mój zdrowy rozsądek się temu sprzeciwia i lekceważy zaproszenie?